52. Krakowski Festiwal Filmowy

05Czer12

Tegorocznego KFFu nie będę wspominał zbyt dobrze, jednak bynajmniej nie ze względu na poziom filmów, lecz utratę mojego telefonu komórkowego podczas otwarcia festiwalu, w tłumie zapewne sprytnie wyciągniętego z kieszeni spodni przez jakiegoś kieszonkowca. Widziałem zaledwie trzy dokumenty, wszystkie długie metraże. Dwa dobre, jeden nie. Krótkie rozliczenie z tego, co było, a na początek genialna krowa, która przez tydzień wisiała na kinie Kijów.

https://nowepogloski.files.wordpress.com/2012/06/krowa.jpg

Na feralnym dla mnie otwarciu pokazano znakomitego „Marleya” Kevina Macdonalda. Film trwa prawie dwie i pół godziny, a składa się na niego całe mnóstwo materiałów archiwalnych oraz zrealizowanych przez reżysera wywiadów z przyjaciółmi, znajomymi i krewnymi słynnego jamajskiego muzyka. Ogląda i słucha się tego bardzo dobrze dzięki znakomitemu montażowi. Sam Macdonald do opowiadanej przez siebie historii nie dodaje niczego osobistego, ale w gruncie rzeczy zabieg taki byłby zbędny, gdyż jak sam mówił reżyser podczas gali w Krakowie, „chciał dowiedzieć się czegoś o tym człowieku i fenomenie, gdyż jego muzyka ma wpływ i jest rozpoznawana na całym świecie„, dokument ma zatem charakter czysto biograficzny.

https://nowepogloski.files.wordpress.com/2012/06/komeda.jpg

Z roku na rok coraz ważniejszym elementem KFF jest dokument muzyczny, co potwierdzają słowa dyrektora festiwalu, Krzysztofa Gierata, który w jednym z wywiadów zasugerował stworzenie w przyszłych edycjach nowej sekcji poświęconej wyłącznie tego typu przedsięwzięciom. Projektem muzycznym, który — poza „Marleyem” — wydał mi się dość interesujący, był obraz „Komeda, Komeda” Nataszy Ziółkowskiej-Kurczuk. Określenie, które przyszło mi do głowy najszybciej po obejrzeniu tego właśnie filmu to niewykorzystany potencjał. Ciekawe wywiady ze znajomymi Komedy i znakomita animowana sekwencja zamykająca Piotra Dumały idą w parze z monotonnymi i będącymi według mnie zupełnie nie na miejscu fragmentami przedstawiającymi współczesny Poznań (tak różny od Poznania z czasów Komedy) i bliżej niezdefiniowanego, kilkuletniego chłopca (chyba, że to miał być taki „mały Komeda” ze względu na blond włosy, ale to już byłby zabieg nawet nie chybiony, lecz prostacki).

Niesłychanie podobała mi się „Wirtualna wojna” Jacka Bławuta wyprodukowana przez HBO, będąca portretem zbiorowym graczy symulatorów lotów z II wojny światowej. Ogrom pracy włożony w realizację (zdjęcia powstawały przez sześć lat) dał pożądany efekt. Interesującej fabule ikry dodaje szczypta ciepłej ironii. Dodatkowo dochodzą emocje związane z samą rozgrywką — widz trzyma kciuki albo za sojusz Niemców i polskich Volksdeutschów (dobra, takich na sali nie było wielu) albo za aliantów z USA, Wielkiej Brytanii, Polski i Rosji. Film nie ma raczej niestety szans na szerszą dystrybucję kinową, ale będzie go można zobaczyć jeszcze pewnie nie raz na HBO, może doczeka się nawet jakiegoś skromnego wydania DVD.

https://nowepogloski.files.wordpress.com/2012/06/wirtualna-wojna.jpg

Franciszek Vetulani

Advertisements


No Responses Yet to “52. Krakowski Festiwal Filmowy”

  1. Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: