Podsumowanie filmowe 2010 roku

09Lu11

2010 rok był dla świata filmowego z pewnością bardzo udanym. Fincher, Polański, Scorsese, Aronofsky, Nolan, Boyle, Scott, Affleck – znani (i przez niektórych lubiani) powrócili z nowymi produkcjami. Kilka z nich zrównało się lub nawet przewyższyło oczekiwania widzów, kilka wręcz przeciwnie.

https://i0.wp.com/sylwester.friko.net/content/tapety/img/tapeta1_10_1024.jpg

Najlepsze filmy 2010 roku

„Shutter Island” („Wyspa Tajemnic”) – zakończenie to z pewnością jeden z najważniejszych elementów filmu. Bardzo często może zupełnie zmienić światło, w jakim widz stawia dany obraz. I tutaj było to widać ewidentnie – ostatnie 20 minut zmienia wszystko. Martin Scorsese, który uwielbia robić filmy o mafii, teraz nakręcił coś innego. Połączenie reżysera takich klasyków jak „Taksówkarz” czy „Kasyno” z thrillerem oraz dramatem psychologicznym – absolutnie godne polecenia. Jedna z najbardziej niedocenionych produkcji roku.

https://i0.wp.com/gfx.filmweb.pl/ph/42/56/464256/146468.1.jpg

Inception” („Incepcja”) – nie, tu nie chodzi o same efekty specjalne i pomysł – na kradzenie snów. Zrobiona z olbrzymim rozmachem, świetną muzyką (soundtracku do „Incepcji” można słuchać w kółko) i zdjęciami nowa produkcja Christophera Nolana to znakomite połączenie co najmniej czterech gatunków, co łatwe do zrobienia nie jest. Poza tym bardzo dobra rola DiCaprio, piękna i straszna Marion Cotillard i znakomita cała reszta aktorów drugoplanowych. Miejsce w pierwszej dziesiątce IMDb – to musi coś znaczyć. Jeden z głównych faworytów do Oscarów. Przeczytaj naszą recenzję „Incepcji”.

https://i0.wp.com/1.fwcdn.pl/ph/08/91/500891/225032.1.jpg

„The Social Network” – kolejny film Davida Finchera wiązał się z wielkimi nadziejami jego fanów. Fincher poradził sobie bezbłędnie, podobnie jak scenarzysta. Trzeba oddać Aaronowi Sorkinowi, że odwalił kawał dobrej roboty. Dialogi są absolutnie genialne. Spójność, dopracowanie szczegółów – to widać. Gra aktorska: Eisenberg niesamowicie denerwujący – tak właśnie miało być + Justin Timberlake zaskakująco dobrze. Zdjęcia bardzo dobre, natomiast muzyka była perfekcyjna – elektronika świetnie dopasowana do stylu i fabuły – trzymała napięcie i, co jest bardzo ważne, nie wybijała się z tła, była niemal niezauważalna, i to sie liczy najbardziej. Po obejrzeniu można sobie zadać dwa pytania: Czy się podobał? i Czy był inteligentny?. Na oba odpowiedź jest twierdząca. Przeczytaj naszą recenzję „The Social Network”.

https://i1.wp.com/gfx.filmweb.pl/ph/82/58/528258/201808.1.jpg

„Essential Killing” – wszyscy byli dumni, kiedy wyluzowany i pewny siebie Jerzy Skolimowski odbierał nagrodę w Wenecji. Jednak po premierze okazało się, że polscy widzowie byli niezadowoleni. Czemu? Bo liczyli na pierwszą polską produkcję, która wciśnie ich w fotel efektownymi wybuchami i krwią bryzgającą na kamerę. „Essential Killing” wciskało w fotel, rzeczywiście. Ale tylko dla tego, że był to mistrzowsko nakręcony dramat jedynie z elementami akcji. I tu rodzimi intelektualiści sobie nie poradzili. Wyróżniały się fenomenalne zdjęcia Adama Sikory. Przeczytaj naszą recenzję „Essential Killing”.

https://i2.wp.com/1.fwcdn.pl/ph/63/99/556399/201242.1.jpg

„Ghost Writer” („Autor Widmo”) – thriller pierwszej klasy. Niesamowity klimat, nastrojowa muzyka, dobre zdjęcia, uroczy Pierce Brosnan i Ewan McGregor, osiągający niemal aktorski geniusz. Roman Polański z najwyższej półki. Mówimy zdecydowanie: Tak, podobnie jak widzowie na większości europejskich festiwali.

https://i1.wp.com/1.fwcdn.pl/ph/39/52/463952/168758.1.jpg

„Solitary Man” („Człowiek sukcesu”) – w Polsce mało kto o tym obrazie słyszał, jednak w Stanach rola Michaela Douglasa została okrzyknięta jego najlepszą od czasu „Wonder Boys” i nominowana do Satelity. Niebagatelny temat przedstawiony w ciekawy sposób. Sprawne dialogi, szczypta humoru połączona z dość dużą dawką dramatyzmu. Jesse Eisenberg i Danny De Vito bardzo solidnie w rolach drugoplanowych.

https://nowepogloski.files.wordpress.com/2011/01/solitary_man.jpg

„127 hours” („127 godzin”) – emocje, akcja, dramat – MOCNE. Danny Boyle tym filmem udowadnia niedowiarkom swój talent, pokazując fantastyczny kunszt. Znakomicie sfotografowany, fenomenalnie zagrany (James Franco zasługuje w tym roku na Oscara, ale przegra z Colinem Firthem, któremu Akademia chce zrekompensować brak nagrody w zeszłym roku za „Samotnego mężczyznę”) i napisany. Samotność, heroiczna walka o życie, brutalność, nadzieja. Tak! Przeczytaj naszą recenzję „127 hours”.

„The King’s Speech” („Jak zostać królem”) – ciepły, wzruszający, dobrze zagrany i, jak pisaliśmy w recenzji, oddający hołd detalowi. Takiej produkcji brakowało od długiego czasu i chwała Brytyjczykom za jej realizację. Polski tytuł pozostawimy bez komentarza. Przeczytaj naszą recenzję „The King’s Speech”.

https://i0.wp.com/1.fwcdn.pl/ph/92/70/539270/205982.1.jpg

„Black Swan” („Czarny łabędź”) – thriller psychologiczny z najwyższej półki. Znakomicie wyreżyserowany i zagrany. Niemal perfekcyjne zdjęcia (szykuje się ciekawa walka z „127 hours” o Oscara) i znakomita muzyka (przeplatające się kompozycje Mansella z Czajkowskim). Trzymający w napięciu, emocjonujący, pasjonujący – czego chcieć więcej? Przeczytaj naszą recenzję „Black Swan”.

https://i1.wp.com/1.fwcdn.pl/ph/61/37/526137/205333.1.jpg

„How to train your dragon” („Jak wytresować smoka”) – nie jest to widowisko pokroju choćby „Shreka”, ale z pewnością zasługuje na duże wyróżnienie. W filmie udało się stworzyć niesamowity klimat (głównie dzięki genialnej muzyce Johna Powella) i ciepłą atmosferę. Historia wciągająca, wzruszająca, czegoś też pewnie ucząca – idealne dla dzieci. Ale starszy widz też się nie nudził!

https://i1.wp.com/gfx.filmweb.pl/ph/10/14/331014/186089.1.jpg

Najgorsze filmy 2010 roku

„Eclipse” („Zaćmienie”) – jak najnowsza część sagi „Zmierzch” mogła się nie znaleźć w tym rankingu? Niezależnie od wszystkiego, każdy kolejny rozdział w opowieści o Belli, Edwardzie i Jacobie musi być kiczem. I niestety nic już tego nie zmieni. Najbardziej denerwująca Kristin Stewart. Szkoda jej, bo ponoć w innych filmach prezentuje się całkiem dobrze. Na plus parę zaciętych i (w miarę) efektownych walk i rzecz jasna muzyka – Howard Shore, nazwisko mówi samo za siebie.

https://i2.wp.com/gfx.filmweb.pl/ph/45/38/494538/188567.1.jpg

„Robin Hood” – można by pomyśleć, że to kontynuacja czy remake tak słynnego, wielokrotnie nagradzanego i jeszcze bardziej nieudanego „Gladiatora”. Russel Crowe ten sam (słaby, plastikowy, odpychający), klimat ten sam (podniosło – sztuczny), i Ridley Scott ten sam – liczący na zysk, aniżeli dobre widowisko. Fatalna muzyka, dobre zdjęcia. Gdyby tylko pan Scott wrócił do dzieł pokroju „Black Hawk Down”, łączących komercję z artyzmem, byłoby wspaniale… Ale raczej to nie nastąpi, a w każdym razie nie w najbliższym czasie. Przeczytaj, co „Przekrój” napisał o gniocie Ridleya Scotta.

https://i2.wp.com/gfx.filmweb.pl/ph/06/61/430661/168654.1.jpg

„Expendables” („Niezniszczalni”) – początek obiecujący, o dziwo. Parę zabawnych momentów, troszkę akcji (ale zdrowo, bez przesady) i pomyśleć można było nawet, że to będzie dobry film. Można było. Aż do czasu, kiedy kilku staruszków zaczęło rozwalać setki świetnie wyszkolonych i uzbrojonych żołnierzy, Mickey Rourke popisywał się swoimi umiejętnościami aktorskimi (nie mamy nic do gry Rourke’a, mamy do reżyserii sceny o której mowa), a największy czarny charakter – złowrogi generał – okazał się nie być największym czarnym charakterem. Rzygać się chce na myśl o kontynuacji i ludziach, którzy wydadzą pieniądze na bilet… Przeczytaj naszą recenzję „Expendables”.

https://i1.wp.com/gfx.filmweb.pl/ph/14/43/311443/198130.1.jpg

„Last Airbender” („Ostatni Władca Wiatru”) – był po prostu beznadziejny. O ile można było przyzwyczaić się do żałosnego polskiego dubbingu i drętwawych dialogów to irytujące scenki wywijania rękoma, czarów i strojenia min w stylu chińskiego „Huo! Huah!” były trudne do przełknięcia. Efekty specjalne na niezłym, choć nie wybijającym się w dzisiejszych czasach poziomie. Z obsadą różnie. Niektórzy aktorzy grali całkiem przyzwoicie. Nie zabrakło jednak plastikowych twarzy. W filmie wystąpił Dev Patel („Slumdog”), ale nie przyniosło to żadnych korzyści dla produkcji, ponieważ, mimo dobrej gry, dostał marną rolę.

https://i2.wp.com/1.fwcdn.pl/ph/89/56/418956/200369.1.jpg

„Harry Potter and the Deathly Hallows: Part 1” („Harry Potter i Insygnia Śmierci: Część 1”) – kolejna ekranizacja przygód trójki młodych czarodziejów zepsuta przez tego samego pana. Fani książkowej serii podpisywali się już pod setkami petycji o usunięcie go z roli reżysera, ale wszyscy byli obojętni. I jaki efekt? Widz dosteje śmierdzące jajko. Przeczytaj naszą recenzję „Insygniów Śmierci”.

https://i1.wp.com/gfx.filmweb.pl/ph/69/69/396969/203226.1.jpg

„The Town” („Miasto złodziei”) – pseudo dramat zrobiony przez Bena Afflecka olśnił widzów. Ale nie było w nim ani przesłania, ani celu, ani fabuły, ani porządnej dramaturgii, ani dobrze napisanych dialogów. Ogólnie pozycja obowiązkowa dla każdego przeciętnego człowieka, chcącego podwyższyć sobie samoocenę. Hej, ja jestem przecież inteligentnym widzem! Oglądałem ten znakomity, filozoficzny dramat i podobało mi się. Przeczytaj naszą recenzję „The Town”.

https://i1.wp.com/1.fwcdn.pl/ph/57/21/375721/204198.1.jpg

PS. Nie oglądaliśmy niektórych filmów, np. „Toy Story 3”, więc przepraszamy za nieuwzględnienie ich w rankingu. Teraz czekamy na wasze komentarze i opinie. Czego tu zabrakło, z czym się nie zgadzacie.

PPS. Jeżeli chodzi o produkcje, których jeszcze nie mieliśmy okazji oglądnąć z winy dystrybutorów – po recenzjach będzie łatwo wywnioskować do której grupy go zaliczamy, i czy w ogóle do którejś go zaliczamy.

Muzyka w filmie

Było ciekawie… Wręcz bardzo. Trochę już o muzyce wspominaliśmy przy najlepszych i najgorszych filmach, teraz weźmiemy się do tego na poważnie. Najlepsze soundtracki i ich kompozytorzy.

https://nowepogloski.files.wordpress.com/2011/01/the_social_network_soundtrack.jpg

„The Social Network” – Trent Reznor, jeden z najwybitniejszych metalowych wokalistów, wziął się za komponowanie muzyki już jakiś czas temu. Teraz zdobył Złoty Glob komponując razem z Atticusem Rossem ścieżkę dźwiękową do najnowszego filmu Finchera, która nie ustępuje pozostałym elementom dzieła. Elektroniczne brzmienia bardzo wiernie oddają klimat obrazu. Na plus Reznora idzie też to, że w muzyce filmowej tego typu ścieżki dźwiękowe nie są często spotykane.

https://nowepogloski.files.wordpress.com/2011/01/inception_soundtrack.jpg

„Inception” – mistrz muzyki filmowej, Hans Zimmer, powraca w oryginalnym i efektownym stylu soundtrackiem do bardzo ciepło przyjętego przez widzów obrazu Christophera Nolana. Oczywiście wszyscy kojarzą „Incepcję” z niesamowicie wyrazistego tracku „Dream Is Collapsing”, ale także ze spokojnego i smutnego „Time” oraz dynamicznego „Mombassa”.

https://nowepogloski.files.wordpress.com/2011/01/httydragon_soundtrack.jpg

„How to train your dragon” – w zeszłym roku statuetkę Oscara za najlepszą muzykę w filmie odebrał Michael Giacchino za „Odlot”. John Powell zasłużył na nagrodę Akademii w tym samym, a może nawet większym stopniu, jednak teraz konkurencja jest o wiele poważniejsza. Nawet jeżeli kompozytor nie zdobędzie za tę ścieżkę żadnej nagrody, to pozostanie mu wewnętrzna satysfakcja z tego, że „How to train your dragon” to jego najlepsza robota w dotychczasowej karierze.

https://nowepogloski.files.wordpress.com/2011/01/the-ghost-writer-soundtrack.jpg

„Ghost Writer” – Roman Polański nie byłby Romanem Polańskim bez świetnych kompozytorów. Ich dobór zawsze był ważny dla reżysera, tym razem padło na jednego z najzdolniejszych europejskich muzyków – Alexandre Desplata. Stworzył on bardzo mroczny, różnorodny instrumentalnie soundtrack perfekcyjnie oddający deszczowy klimat i poczucie ukrytego zagrożenia.

https://i0.wp.com/images.amazon.com/images/P/B00474AB7W.01.LZZZZZZZ.jpg

„The King’s Speech” – kolejna ścieżka w zestawieniu w kompozycji Desplata i to właśnie ona została doceniona przez członków Amerykańskiej Akademii Filmowej nominacją do Oscara. Instrumenty klawiszowe zdecydowanie dominują, lekkim brzmieniem obrazując to, co dzieje się na ekranie.

https://nowepogloski.files.wordpress.com/2011/01/boycdcoversm.jpg

„Boy” – zatrudnienie zespołu The Phoenix Foundation do skomponowania muzyki dla nowozelandzkiej produkcji to z pewnością bardzo udany pomysł. Niekiedy cudownie radosne, niekiedy pięknie smutne nuty, są najpozytywniejszym elementem obrazu.

https://nowepogloski.files.wordpress.com/2011/01/tron_legacy_soundtrack_cover.jpg

„TRON: Legacy” – elektroniczna ścieżka dźwiękowa Daft Punk to bardzo jasna strona tego średnio udanego filmu sci-fi. Wkrada się odrobina monotonii i wtórności, ale przymykamy na to oko. I nawet jeżeli ktoś „TRONu” nie mógł oglądać, to przynajmniej mógł posłuchać.

https://nowepogloski.files.wordpress.com/2011/01/7338763.jpg

„Essential Killing” – Paweł Mykietyn stanął na wysokości zadania. Mogłoby się wydawać, że cała muzyka do nagrodzonego w Wenecji filmu Skolimowskiego to tylko seria brzdęknięć w podobnym stylu i tonacji. Jednak to nieprawda. Ścieżka dźwiękowa znakomicie obrazuje to, co dzieje się na ekranie.

https://i1.wp.com/www.thebluegrassblog.com/wp-content/uploads/2010/07/get_low.jpg

„Get Low” – laureat Oscara sprzed kilku lat, Jan A. P. Kaczmarek, skomponował bardzo oryginalną ścieżkę do amerykańsko-niemiecko-polskiej koprodukcji. To między innymi dzięki niej obraz był tak wzruszający i osiągnął międzynarodowy sukces.

https://nowepogloski.files.wordpress.com/2011/01/rc3b3c5bcyczka_soundtrack.jpg

„Różyczka” – Michał Lorenc to jeden z najzdolniejszych polskich kompozytorów filmowych. Nawet jeżeli wszyscy go nie pamiętają, to na pewno pamiętają „Bandytę” i jego „Taniec Eleny”. „Różyczką” Lorenc pokazuje, że jest w formie i wciąż można na niego liczyć. „Wyjazd z Polski” to istne cudo.

Plakaty

Grafiki ułożone od miejsca najniższego do najwyższego.

5. „Animal Kingdom”. Bardzo dobry projekt, a szczególnie dobrze wybrana pozycja dla postaci granej przez Jacki Weaver – na samej górze.

https://i0.wp.com/www.govindas.com.au/files/animal_kingdom_poster3.jpg

4. „The American”. Dobra kompozycja skromnej ilości kolorów.

https://i2.wp.com/www.heyuguys.co.uk/images/2010/06/The-American-Poster.jpg

3. „Shutter Island”. Brrrr… Ciarki przechodzą po plecach. Zapałka w ręce i fale rozbijające się o skaliste brzegi tajemniczej wyspy – świetnie sklejone.

https://i1.wp.com/agentdiaz.com/wp-content/uploads/2010/09/shutter.jpeg

2. „Black Swan”. Stara szkoła plakatu. Mogłoby się wydawać, że takich posterów już się nie robi. Co prawda, są rzadkością, ale jak widać na załączonym obrazku, nie zanikły zupełnie. I te pióra…

https://i2.wp.com/lh6.ggpht.com/_WC2yrwjt-XE/TQsmGPPaeXI/AAAAAAAAAwY/zetBQfgmVWY/bs_04.jpg

1. „Get Low”. Szczerość patrząca z oczu wszystkim bohaterom, klimat i piękne efekty kolorystyczne oraz świetlne sprawiły, że właśnie ten plakat podobał nam się najbardziej.

https://i2.wp.com/www.reviewstl.com/wp-content/uploads/2010/04/get-low-poster.jpg

Trailery

Tego podsumowania dokonaliśmy już jakiś czas temu. Z rankingiem najlepszych zwiastunów roku według redakcji można się zapoznać tutaj.

nowepogloski / gohanna / serwetka



One Response to “Podsumowanie filmowe 2010 roku”

  1. 1 emira

    Ciekawy post! Przede wszystkim cieszę się, że zauważyłeś The Phoenix Foundation i niesamowity film BOY (jestem wielką fanką tego zespołu jak również Taiki Waititi). Dziękuję!


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: