Komputery i inne bajery – nasza recenzja „TRON: Legacy”

08Sty11

Mało kto jeszcze pamięta oryginalny „TRON” z 1982 roku. A jest o czym pamiętać, ponieważ film ten przetarł nowe szlaki dla innych twórców. Po prawie trzydziestu latach Kevin Flynn powraca, a wraz z nim jego syn. Czy warto pójść do kina na „TRON: Legacy”? Czy warto poświęcić na seans ponad dwie godziny? Prezentujemy recenzję najnowszego filmu Josepha Kosinskiego.

https://nowepogloski.files.wordpress.com/2011/01/tron-legacy_poster.jpg


27-letni Sean Flynn, syn znanego nam z poprzedniego „TRONu” Kevina, zostaje wciągnięty do cyfrowego świata i jest zmuszony walczyć na igrzyskach programów (do głównych dyscyplin należy m. in. pojedynek na dyski), aby przeżyć. Po pewnym pobycie w drugim świecie, znajduje zaginionego przed laty ojca (w tej roli powrót Jeffa Bridgesa, zdecydowanie na plus). Połączą oni swoje siły, aby pokonać bezwzględny program Clu 2.0.

https://i0.wp.com/1.fwcdn.pl/ph/74/78/487478/203530.1.jpg

„TRON: Legacy” jest z pewnością bardzo widowiskowym filmem. Efekty specjalne dają o sobie znać przez cały czas, nieważne czy to scena zawrotnego pościgu, czy zwykłej wymiany zdań między bohaterami. Pracę grafików komputerowych docenią zapewne członkowie różnych stowarzyszeń filmowych i wydaje się, że Oscar za efekty murowany. Tym bardziej, że obraz znalazł się w gronie 7, mających w tym roku szansę na nagrodę w tej kategorii.

https://i2.wp.com/1.fwcdn.pl/ph/74/78/487478/203535.1.jpg

Zawodzi oczywiście fabuła. Zadziwiająco przypomina tę z 1982 roku. Tyle, że tam wszystko kończyło się dobrze, a tu nie… Psuje to całą konwencję zarówno pierwszej, jak i drugiej części. No ale przeciętny widz oglądający zawrotny film akcji musi czasem poczuć, że ma do czynienia z głębokim dramatem egzystencjalnym…

Nie ma fabuły, jest za to klimat. A przynajmniej w niektórych scenach. Co najmniej jedna sekwencja wciśnie w fotel i utrzyma napięcie do końca. Nastrój buduje poza mrocznymi ujęciami bardzo dobra ścieżka dźwiękowa Daft Punk. Chociaż można odnieść wrażenie, że jest za krótka. Monotonia rzuca się w uszy.

Rozrywka w całkiem niezłym wydaniu, jednak niegodna kontynuacja produkcji z 1982 roku. Tak najprościej podsumować można „TRON: Dziedzictwo”, który pokazał jak nakręcić niezwykle brutalny film bez rozlewu krwi i nie w sposób tandetny.

nowepogloski



No Responses Yet to “Komputery i inne bajery – nasza recenzja „TRON: Legacy””

  1. Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: