Komedia romantyczna z dobrymi efektami specjalnymi – nasza recenzja „Deathly Hallows: Part 1”

19List10

Kiedy ta premiera? Kiedy, kiedy? Było długie oczekiwanie. Oczekiwanie raczej jednak ze względu na sentyment do serii książek „Harry Potter” aniżeli na nadzieję obejrzenia naprawdę dobrego filmu.

https://nowepogloski.files.wordpress.com/2010/11/deathly-hallows-poster.jpg

David Yates, kręcąc „Zakon Feniksa” i „Księcia Półkrwi” kontynuował rozpoczęty przez Mike’a Newell’a projekt. Jego celem było, rzecz jasna, pozbawienie filmowych wersji opowieści o młodym czarodzieju jakiegokolwiek klimatu. Zarówno familijnego, stworzonego przez Chrisa Columbusa („Kamień Filozoficzny”, „Komnata Tajemnic”) jak i tego mrocznego Alfonso Cuaróna („Więzień Azkabanu”).

https://i2.wp.com/gfx.filmweb.pl/ph/42/82/34282/92463.1.jpg

I właściwie to właśnie „Więzień” był najlepszą częścią przeniesioną na ekran. Jednak potem minusy zaczęły się mnożyć… Z całej trójki głównych młodych aktorów talent zachowała jedynie Emma Watson, a Radcliffe i Grint w kolejnych odsłonach z każdą minutą byli coraz gorsi. Serii zaszkodziło też na pewno zwolnienie Johna Williamsa z roli kompozytora. I tak pozostało się zadowolić jedynie całą rzeszą wybitnych brytyjskich aktorów. Alan Rickman, Helena Bonham Carter, Jason Isaacs, Ralph Fiennes, Julie Walters, Michael Gambon, Brendan Glesson, Timoty Spall, Gary Oldman, David Thewlis – rzeczywiście te nazwiska można by wyliczać bez końca.

W „Insygniach Śmierci”, które, jak wiadomo, zostały podzielone na dwie części, Harry ze swoimi przyjaciółmi wyrusza w ostatnią podróż, której celem jest zniszczenie horkruksów Voldemorta.

https://i1.wp.com/gfx.filmweb.pl/ph/69/69/396969/203213.1.jpg

Już od samego początku coś było nie tak. Po co robić dwuczęściowy film, skoro cały rozdział z książki streszcza się w pięciu minutach? Oczywiście, dla komercji. I chyba tylko dlatego „Insygnia” w ogóle powstały.

Yates daje wspaniały przykład reżyserom, jak zepsuć ekranizację świetnej książki, nie wykorzystując jej potencjału nawet w połowie. Dodatkowo niesamowicie niespójny i chaotyczny scenariusz Steve’a Kloves’a. Ci, którzy wybierają się do kina bez uprzedniego przeczytania „Insygniów” mogą nie zrozumieć pewnych wątków (mam na myśli tych liczących na ciekawą i wciągającą fabułę, nie efekty specjalne – bo dla tych drugich będzie to nie lada gratka).

https://i2.wp.com/gfx.filmweb.pl/ph/69/69/396969/203222.1.jpg

Najlepsze dialogi stworzone przez J. K. Rowling zostały ze scenariusza bezwzględnie wycięte. W ich miejsce wskoczyły pseudo dramatyczne sceny, mające zaspokoić oczekiwania niewymagających widzów. I chyba się udało – pierwsi przeciętni Polacy mający okazję to oglądnąć są pozytywnie zaskoczeni.

Dużo można o tym obrazie powiedzieć, ale na pewno nie to, że była w nim muzyka. Alexandre Desplat, niesamowicie zdolny kompozytor i jedna z najjaśniejszych twarzy Hollywoodu ostatnich lat, jest autorem zaledwie kilku marnych brzdęknięć (inaczej, niestety, nazwać tego nie można), które słyszymy gdzieś w tle. Ważniejsze są huki i krzyki bohaterów, które dochodzą do uszu za dobrze.

https://i1.wp.com/gfx.filmweb.pl/ph/69/69/396969/203238.1.jpg

Zupełnie niepotrzebny wątek miłosny – Ron zakochany jest w Hermionie, boi się tego okazać i w dodatku podejrzewa, że ta woli Harry’ego – wybrańca. Głębokim i poruszającym źródłem dla twórców filmu w tej kwestii musiała być telenowela „Moda na sukces”. Gdyby główną rolę zagrał Hugh Grant, wyglądałoby to w bardziej wiarygodny sposób jak na komedię romantyczną.

Jednak nie można zapominać o pozytywach. Po około półtorej godziny czekanie przychodzi wreszcie ten moment – dobra scena. Zarówno wierna książkowemu oryginałowi, jak i nakręcona z jajem. Mowa tu o momencie w którym Harry wskakuje do sadzawki po miecz Gryffindora. Zarówno medalion próbujący go udusić, jak i Ron ratujący głównego bohatera – ukazane całkiem trafnie. Podobnie z Opowieścią o Trzech Braciach, zrobioną w ładny i ciekawy sposób.

https://i1.wp.com/gfx.filmweb.pl/ph/69/69/396969/203237.1.jpg

Szkoda, szkoda. Gdyby zabrał się za to Alfonso… Za parę lat zupełnie zapomnimy o kitowej wersji kinowej „Pottera” i, cóż… Pozostanie nam wracać do wersji na papierze.

nowepogloski



2 Responses to “Komedia romantyczna z dobrymi efektami specjalnymi – nasza recenzja „Deathly Hallows: Part 1””

  1. 1 Profesor

    A może jednak za partę lat pojawi się nowa, udatniejsza wersja? Uważny czytelnik Harry’ego Pottera dostrzega olbrzymie walory tej heptalogii, może śledzić rozwój autorki, która od książki będącej skrzyżowaniem „SDtaly i Spółki” Kiplinga i Magicznego Sklepu Wellsa ewoluuje w kierunku analizy systemu totalitarnego zniewolenia (Hogwarth pod rządami Wielkiego Inkwizitora), aż do próby odpowiedzi na zasadnicze pytania dotyczące sensu życia i ofiaty (rozmowa Pottera z Doombledorem na pustym dworcu King’s Cross. Ta wielka historia walki Dobra ze Złem powinna zainspirować wielkich reżyserów. Ale z drugiej strony… Jak mógłby wyglądać nowy Harry Potter? „Nasz” Potter bardzo długo będzie się kojarzyć z Danielem Radcliffem, tak jak dla ludzi mojego pokolenia Hamlet wygląda tak, jak Laurence Olivier

    • 2 Beata

      Ta wielka historia walki Dobra ze Złem powinna zainspirować wielkich reżyserów. Ale z drugiej strony… Jak mógłby wyglądać nowy Harry Potter? „Nasz” Potter bardzo długo będzie się kojarzyć z Danielem Radcliffem, tak jak dla ludzi mojego pokolenia Hamlet wygląda tak, jak Laurence Olivier

      – Pięknie powiedziane🙂. Cóż tu można dodać? Żal, ogromny żal, że coś tak pięknego wpadło w szpony komercji i zostało przez nią brutalnie odarte z magii. Chociaż z drugiej strony najwierniejszym druhem magii była, jest i będzia nasza własna wyobraźnia, do której – póki co – żadna komercja nie ma wstępu. Dlatego Harry żyć będzie wiecznie, niezależnie od tego, jak wyglądać będzie jego twarz🙂.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: