Małgorzaty korespondencja z Londynu: Część druga

08Maj10

W pierwszej części Małgorzata Kopeć opowiedziała o pierwszych dniach w nowym mieście. Teraz pisze więcej o pracy i kwestiach finansowych. Przypominam, że następna część w sobotę za tydzień.


Ciężka praca i wydatki

Kolejny dzień w Londynie za mną. Już niemal 4 tygodnie. Właśnie wróciłam z pracy. Trochę zmęczona. Ta pogoda Londyńska kiedyś doprowadzi mnie do szału. Wychodzisz rano z domu i są 23 stopnie, wiosna i nagle w przeciągu 2 godzin, jest nagle 13 i pada siarczysty deszcz, wieje wiatr, jest bardzo nieprzyjemnie. Pracuję, jak Ci pisałam na popołudnia, więc poranki mam dla siebie. Wstaję sobie o różnych porach, w zależności od potrzeb i konieczności. Chciałabym się zapisać na basen, na lekcje hebrajskiego, do szkoły angielskiego i jeszcze wiele innych. Ale, no właśnie, o ile czas mi na to (jeszcze) pozwala, to kaska już nie za bardzo. Zarabiam 215 funtów (na tydzień) za 47 godzin w tygodniu. Co jest kiepską wypłatą, prawdę mówiąc. Jest mi płacone ok 4,5 funta za godzinę, przy czym, absolutnym minimum w Londynie jest 5,75…  Ale, zaciskam zęby i myślę sobie że to moja pierwsza praca, i będzie lepiej. Nie głoduję (jadam mnóstwo w piekarni)  mam mieszkanko, za które płacę 90 funtów tygodniowo. Plus muszę wydać 12 L na tygodniową kartę na komunikację (która jest, swoja drogą, najdroższa na świecie). Reszta dla mnie, czyli ok 90 L. Jedzenie jest tu tanie, a papierosy drogie, ograniczyłam bardzo, do paru dziennie. Ot tak po prostu. Teraz mam sporo wydatków, mam pewne długi do spłacenia. Nie byłam jeszcze w muzeum Sherlocka Holmesa, ale bardzo często przejeżdżam przez Baker Street kiedy jadę do miasta, lub Hyde Parku (cudowny, ogromny park w środku miasta!). Czuje się ducha Sherlocka, Londyn o nim nie zapomniał. Robię sporo zdjęć.  Ostatnio byłam w Victoria Albert Museum. I było, oczywiście, cudownie.

Właśnie wróciłam z pracy, jestem kompletnie przeziębiona. Osłabiona, i gorączkuje. Cholera jasna, za przeproszeniem. Mój weekend był całkiem ekscytujący, ale ja po prostu nie mam sił. Piję dużo herbaty, mam nadzieję mieć dziś w nocy gorączkę, by to choróbsko wypocić. Ja nie mam czasu na chorowanie.



One Response to “Małgorzaty korespondencja z Londynu: Część druga”

  1. 1 Pawelus

    215 funtów tygodniowo pozwala na wynajęcie mieszkania za 90 . Faktycznie sieciówki strasznie drogie . Ale kiedyś zarabiało się 160 co prawda za 40 godzin pracy , pracując dla agencji . A mieszkało na kupie lub u Cyganów za 40 funtów za miejsce w pokoju . Myślę że na początek to chyba nie tak źle . Choć 47,5 godziny to 6 dni w tygodniu . Myślę że od kilku lat pogoda polska zaczyna przypominać ta angielską oczywiście poza zimą , która w Anglii bywała łagodna . Pamiętam jak kiedyś spadł śnieg i została poświęcona mu cała wkładka gazety. Zima w Londynie i osiem kartek ze zdjęciami . Teraz jest inaczej ale faktem pozostaje że okolice Londynu są w Anglii najcieplejsze . Im dalej na północ tym gorzej. Tak ciekawe te listy . Myślę że pobyt w U.K jest dla obecnych trzydziestolatków doświadczeniem pokoleniowym . Bardzo dużo osób tam było . Jedni trafiali lepiej inni gorzej . A kto nie był niech żałuje .


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: